wtorek, 24 marca 2026

Przejście





 
 



Przejście
Nie wiedzieli jeszcze,
że to, co zobaczyli,
było początkiem zmiany.
Raf wracał tam coraz częściej.
Już nie tylko z ciekawości.
Coś go przyciągało —
nie miejsce,
ale uczucie,
które tam zostawało.
Za każdym razem,
gdy wynurzał się
ponad cienką warstwę ziemi,
czuł lekkie napięcie.
Jakby coś w nim…
rozciągało się.
Bea też to czuła.
— Zmieniamy się —
przekazała mu obrazem.
Nie odpowiedział od razu.
Patrzył.
Tym razem
postać nie była sama.
Obok niej pojawiło się coś jeszcze —
mniejsze,
nieruchome.
Nowe.
Ziemia była świeżo naruszona.
Raf zbliżył się
ostrożniej niż zwykle.
Nie rozumiał tego, co widzi,
ale czuł ciężar chwili.
Powietrze było inne.
Gęstsze.
Kobieta pochyliła się
i dotknęła ziemi dłonią.
Raf po raz pierwszy
poczuł coś ostrego.
Nie należało to do niego.
Nie należało do Poni.
To było… ludzkie.
Bea cofnęła się delikatnie.
— To boli —
przesłała.
Raf zatrzymał się.
I wtedy wydarzyło się coś,
czego nie potrafił już cofnąć.
Poczuł pragnienie.
Nie ruchu.
Nie poznania.
Tylko jednego.
Zrozumienia.











„Wśród róż – opowieść o tym, co trwa”











 Są takie chwile, kiedy życie zwalnia.

Nie dlatego, że musi —

ale dlatego, że chce być zauważone.

Wtedy wszystko staje się delikatniejsze.

Światło osiada miękko na ramionach,

tkaniny zaczynają opowiadać swoją historię,

a cisza przestaje być pustką —

staje się przestrzenią.

Dziś stoję wśród róż.

Nie tych idealnych z katalogu,

ale tych prawdziwych —

lekko niedoskonałych,

jak wspomnienia.

Każda z nich mogłaby coś powiedzieć.

O dłoniach, które je pielęgnowały.

O ogrodach, które już nie istnieją.

O kobietach, które kiedyś, tak jak ja,

stały spokojnie, nie spiesząc się donikąd.

I nagle rozumiem —

że piękno nie potrzebuje pośpiechu.

Moja sukienka, mój żakiet,

ta torba, która ma ślady czasu —

to nie są tylko rzeczy.

To fragmenty opowieści,

które przetrwały.

Nie błyszczą.

Nie wołają o uwagę.

Ale trwają.

Uczę się tego każdego dnia —

że prawdziwe piękno jest ciche.

Że nie musi być nowe,

żeby było żywe.

Wystarczy, że ma duszę.

Może właśnie dlatego

coraz bardziej wybieram to, co zostaje —

zamiast tego, co tylko na chwilę zachwyca.

Bo życie nie składa się z wielkich wydarzeń.

Składa się z takich chwil jak ta.

Z oddechu.

Ze światła.

Z obecności.

I z róż, które rosną spokojnie,

nie wiedząc, że są piękne.

Atelier Słonecznej Jolanty

— dom dla odnalezionego piękna 🌹