niedziela, 4 lutego 2018

Zorro i Meksykanki, czyli poncho lub peleryna/Zorro and Mexican capes and ponchos.

 #phenomenalus #phenomenalzorrosandmexicansincapesandponchos#phenomenaluschallenge

Phenomenal Us


To ten element garderoby, w którym nie wyglądam dobrze. Miałam poncha bardziej obszerne i zbliżone do właściwego, ale obserwując swój wygląd stwierdziłam nie, to nie dla mnie. Było u mnie kilka stylizacji z ponchem, już ich nie mam. Zostały mi takie krótkie do łokcia lub jeszcze krótsze, kiedyś noszono takie jako ocieplacz do sukienki. Poncha mają swoją historię i powinien to być wełniany prostokąt z otworem na głowę. Splot zależy od rodzaju, bo są też takie, które wykonuję się parę miesięcy. Wyjątkowo gruby splot i trudny do wykonania. Poncza przeciwdeszczowe bardzo popularne do stylizacji codziennej i można zaobserwować w wojsku. Mnie podobają się, tylko te krótkie, bo w innych źle wyglądam. Zawsze jak kulka zawinięta w papierek:)
Te, które pokazuję jest stylowe i zakładam je często do spodni. Dzisiaj w wersji z sukienką, z długimi skórzanymi rękawicami, szpilkami i torebką z puszystym pomponem.
Męczy mnie zaziębienie i zdjęcia powstały bardzo szybko. Do tego wszystkiego padał deszcz. Chciałam zrezygnować z wyzwania, ale zapisałam się i ja staram się być słowna. Nie lubię dwóch cech: spóźniania się, obiecania czegoś i niedotrzymania. Zdążają się sytuacje, gdzie słowo daliśmy i nie możemy dotrzymać go, ale staram się tego unikać.
Deszczowa, a właściwie mżawka, bo był to bardzo drobny deszcz, zaziębiona, bo gdzieś nabyłam wirusa.
Moja wersja poncha.








Wspólne zdjęcie:)




czwartek, 1 lutego 2018

Torcik poziomkowy

Torcika, który często piecze moja mama w czasie letnim. Zawsze ma swoje poziomki, bardzo je lubi ,rosną w ogrodzie gdzie chcą. Nie ogranicza im miejsca. Ten torcik zrobiłam w małej tortownicy, dużej nie zjadłabym. W Polsce kupiłam  malutką i tak czekała, aż zacznę przenosić przepisy na bloga. Chcę je tu umieścić, ale nie wiem, czy nie przytyję: )
Ten torcik bardzo lubi moja córka:).





Składniki:



Wykonanie:

Bije pianę z białek, tak aż jest bardzo sztywna, do ubitych białek dodaję cukier i biję dalej, aż cukier jest połączony z białkami. Dodaję po jednym żółtku dalej ubijając. Biszkopt ubijam tak długo aż pisząc trzepaczką to co piszę:) zostaje, a nie tonie: )
Dodaję powoli mąkę i mąkę kartoflankę i szczyptę proszku do pieczenia. Piekę na zloty kolor w temperaturze 180 stopni.
Czas uzależniony jest od piekarnika i tego, jaki ma  mieć kolor. Najlepiej sprawdzić starym sposobem. Drewniany patyczek, jeśli po wbiciu i wyjęciu nie ma śladu ciasta, biszkopt jest dobry. Moja mama, żeby biszkopt był równy stawia formę na dwóch szklankach do góry nogami. Nie wpada do środka.
Wykonanie krem: Jajka biję jak  jak na biszkopt, przedtem polewam delikatnie wrzątkiem. Podają, że nie ma już niebezpieczeństwa, ale jednak lepiej zachować ostrożność. Biję z trzema łyżkami cukru pudru, ja dałam 4 łyżki. Smak trzeba odszykować pod indywidualne upodobania. W Anglii nie ma poziomek, a o tej porze to w Polsce też nie są osiągalne.  Truskawki były wyjątkowo kwaśne. Jajka wkręcam powoli w masło. Jak wkręcę jajka dodaję poziomki: ) i dalej kręcę. Biszkopt przekrawam co najmniej dwa razy i smaruję kremem. Na ostatnią warstwę kładę całe poziomki i zalewam galaretką. U mnie są to jeżyny i jedna galaretka, na większą potrzeba dwie.