Nie dlatego, że musi —
ale dlatego, że chce być zauważone.
Wtedy wszystko staje się delikatniejsze.
Światło osiada miękko na ramionach,
tkaniny zaczynają opowiadać swoją historię,
a cisza przestaje być pustką —
staje się przestrzenią.
Dziś stoję wśród róż.
Nie tych idealnych z katalogu,
ale tych prawdziwych —
lekko niedoskonałych,
jak wspomnienia.
Każda z nich mogłaby coś powiedzieć.
O dłoniach, które je pielęgnowały.
O ogrodach, które już nie istnieją.
O kobietach, które kiedyś, tak jak ja,
stały spokojnie, nie spiesząc się donikąd.
I nagle rozumiem —
że piękno nie potrzebuje pośpiechu.
Moja sukienka, mój żakiet,
ta torba, która ma ślady czasu —
to nie są tylko rzeczy.
To fragmenty opowieści,
które przetrwały.
Nie błyszczą.
Nie wołają o uwagę.
Ale trwają.
Uczę się tego każdego dnia —
że prawdziwe piękno jest ciche.
Że nie musi być nowe,
żeby było żywe.
Wystarczy, że ma duszę.
Może właśnie dlatego
coraz bardziej wybieram to, co zostaje —
zamiast tego, co tylko na chwilę zachwyca.
Bo życie nie składa się z wielkich wydarzeń.
Składa się z takich chwil jak ta.
Z oddechu.
Ze światła.
Z obecności.
I z róż, które rosną spokojnie,
nie wiedząc, że są piękne.
Atelier Słonecznej Jolanty
— dom dla odnalezionego piękna 🌹




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz