Poezja codzienności… potrafi mieć kratkę.
Ta sukienka przyszła do mnie cicho.
Nie z nowej kolekcji.
Nie z wystawy.
Z półki w charity shopie.
I to jest dla mnie piękne.
Bo ktoś kiedyś ją wybrał.
Ktoś ją nosił.
Może była na spacerze,
może na spotkaniu,
może w zwykły dzień, który dla kogoś był całym światem.
Dziś jest u mnie.
I niesie dalej swoją historię.
To marka Laura Ashley —
świat, który zawsze był blisko natury,
blisko kobiecości,
blisko prostoty, która nie przemija.
Bawełna.
Prawdziwa. Oddychająca. Uczciwa.
Uczę się wybierać inaczej.
Nie to, co nowe —
ale to, co ma jakość.
Nie to, co głośne —
ale to, co trwa.
Charity shopy…
to nie tylko sklepy.
To miejsca, gdzie rzeczy dostają drugie życie.
A my uczymy się szacunku —
do materiału, do pracy, do czasu.
Bo piękno nie musi być nowe,
żeby było prawdziwe.
🌿




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz