Wracam do miejsc, które znają mój szept.
Do słów pisanych w ciszy między obowiązkami.
Do filiżanki herbaty, która stygnie, gdy myśl ucieka dalej niż wzrok.
Nie zaczynam od nowa.
Kontynuuję.
Bo to, co prawdziwe, nie znika —
czasem tylko czeka, aż dojrzeję do kolejnego zdania.