Sunday, 28 January 2018

Z moich myśli

W każdym człowieku drzemie, coś takiego co daje znać. Niby śpi, ale mamy uczucie, że mamy to ,,coś,, odkryć, nazwać. Do tego służą nasze zainteresowania i poszukiwania odpowiedzi często na pytania, na które nie ma odpowiedzi. Odnalezienie siebie to trudna sztuka i to bitwa o swoje ja samemu ze sobą, a często z utrudnieniami, które stworzył los, bo nie zawsze wszystko można osiągnąć mając dobry plan i motor w postaci ciężkiej pracy są nieraz ograniczenia, które tworzy szczęście. Można je mieć albo nie, ale nigdy nie wolno się poddawać.
Pokochanie siebie to podstawowe zadanie i nie jest ono wcale takie proste jak nam się wydaje. Najczęściej jesteśmy w stosunku do siebie bardzo krytyczni. Za wolno się uczę, trudno uczę się matematyki, nie mogę poradzić sobie z fizyką, mam za duże uszy, małe oczy, za duże oczy, jestem za blada i takich narzekań można wymieniać sporo, bo często się z nimi spotykam i sama też tak robię. Łatwiej mają ci ludzie, którzy nie przywiązują za bardzo uwagi do wyglądu, czy uzdolnień. Żyją i idą do przodu!

Ja pochodzę z rodziny pedantów na szczęście u mnie to nie jest aż tak rozwinięte,ale wystarczy moja mama czy opowieści o innych członkach rodziny. Spis po otwarciu szafy co w niej się znajduję, specjalne pokrowce z falbaneczkami, do których wkładało się różne rzeczy: poszewki, prześcieradła...bielizna osobista, bluzeczki...i wystarczy:)
Mnie bardzo przeszkadza bałagan, chaos czy niedociągnięcia w wyglądzie, ale nie robię tak jak zatwardziały pedant, choćby umierał to i tak wszystko będzie idealnie. Jeśli czuję się zmęczona lub źle się czuję potrafię wszystko odłożyć na później z tym,że w myślach pozostaje dyskomfort.
Polubienie siebie to też pogodzenie się ze swoim wyglądem i pokochanie go po to, żeby móc ustalać co dla nas jest dobre.
Ja mam naturę buntownika.
We wczesnej młodości, bo teraz mam tą późniejszą lubiłam sama sobie projektować ubrania i moim zdaniem najlepsza moja stylizacja wtedy to flanelowa marszczona spódnica z kraty biało czerwono czarnej do tego zrobiłam czarny podkoszulek z białego zimowego (pamiętam jak mama się cieszyła) ,bo kupiłam czarną farbę, kiedyś takie można było kupić, były w takich kostkach i wystarczyło powiedzieć farba do materiału. Pomijam fakt, że pobrudziłam biały emaliowany garnek ee ech:), ale bluzka była super. Na tak przygotowaną bluzkę naszyłam dużą truskawkę wykonaną z czerwonej bluzy do ćwiczeń na wf.:) Taki delikatny meszek miała pod spodem i z pleców wycięłam, a kto powiedział, że wentylacji truskawkowej nie powinniśmy mieć. Kiedyś mało było pięknych rzeczy więc trzeba było kombinować:)
Liście zostały wykonane z letniego zielonego podkoszulka- 100 procent bawełna. Kiedyś to była bardzo dobra bawełna, nie wiem, czy współczesną udałoby się zafarbować na czarno zwykłą farbą z drogerii. Białe kropeczki ...otworzyłam mamy szkatułę i dopadłam do drobniutkich koralików, które stwierdziłam, że mama nie nosi. Bluzkę wykonałam sama, a spódnice szyła babcia...
Do tego stroju nosiłam czarne trampki i długo mi służył. Zawsze byłam indywidualistką i tak jest do dzisiaj. Pochmurny dzień rozchmurzam moim pomponem i to nie tylko dla siebie, lubię obserwować reakcję innych;) Uśmiechali się szczerze, to znaczy jest dobrze.

Coś z moich myśli na dzisiaj).

Lubimy podziwiać iluzję, odkrywając je wyszukujemy tych co je rozdają.
Zdarza się, że nie potrafimy zaakceptować mniej doskonałych kształtów, wszystko musi być równe i gładkie, dlatego często sięgamy po skalpel.
Trudno nam odłączyć się od materii, bo tylko namacalne części są wartością na sprzedaż.





5 comments:

  1. Joluś treść posta bardzo bliska mojemu sercu, nawet trochę w podobne tony uderzam jutro ... Takie mamy podobieństwa, my I :) Pompon i całość super :) Buiaki :)

    ReplyDelete
  2. Pedantom żyje się trudniej, zwłaszcza gdy mają wokół bałaganiarzy.
    Akceptacja siebie w życiu jest ważna, bez tego nie osiągamy spokoju, nie zauważamy wielu istotnych rzeczy. Zewnętrzność jest ważna, ale traci na wartości, gdy jest tylko pustą skorupą...czyli chyba musi byc równowaga :-)

    ReplyDelete
  3. Zawsze podziwiałam osoby, które potrafiły sobie stworzyć same takie niebanalne ciuchy.

    ReplyDelete
  4. Jestem bałaganiarą, jeśli chodzi o otoczenie. Jednak jeśli chodzi o sprawy związane z funkcjonowaniem, to mam wszystko poukładane. Nie spóźniam się do pracy, na spotkania, z rachunkami. Dotrzymuję terminów i stanę na głowie, jeśli coś komuś obiecam lub się do czegoś zobowiążę, żeby nie zawieść. Nie odkładam niczego na jutro, no chyba że chodzi o sprzątanie lub porządki w szafach. Dla mnie to są rzeczy drugorzędne i nie przykładam do nich wagi na co dzień. Jeśli mam chęć akurat namalować obraz lub napisać wiersz, to siadam i to robię, i nieważne, że nazbierało się już rzeczy do prania, czy mogłabym myć w tym czasie okna. I akceptuję siebie taką, jaką jestem. Moje otoczenie też to rozumie i akceptuje, nawet gdy ktoś wpadnie bez zapowiedzi, a nie jest idealnie posprzątane. Zresztą mało mnie obchodzi, co kto myśli na temat zastanego nieładu. Mój dom - moja twierdza i tyle. Są dwa miejsca, gdzie zawsze musi być czyściutko - kuchnia i łazienka / toaleta. O to dbam. Gdy ja do kogoś idę w gości, zupełnie mi nie przeszkadza jeśli coś jest na wierzchu, a powinno być schowane itp. Zupełnie nie zwracam na to uwagi. Wręcz czuję dyskomfort, gdy wchodzę do domu, w którym wszystko lśni i wygląda jak w muzeum. Aż strach usiąść, by nie zaburzyć ładu tego miejsca i nie zostawić zmarszczek na narzucie wersalki, albo nie przynieść kilku ziaren piachu na butach. A znam takie domy i czasem zastanawiam się - po co aż tak? Czy nie lepiej zostawić czasem tę szmatkę do kurzu i poczytać książkę? No chyba, że w domu są alergicy, wtedy wszystko rozumiem.

    Ja też jestem zwolenniczką niebanalnych ciuchów i nigdy nie rozumiałam ślepego podążania za modą.

    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  5. Dziękuję kochana za taki fantastyczny komentarz, zrobiło mi się miło i uff to znaczy jak zostawię ...to nie jest źle:) Moja mama jest pedantką, ja jestem tu , ale moją córka zaczyna nie wytrzymywać, ma babcie często, to nie chodzi o pomaganie jej, tylko ...ma prawie 80 lat i nawet po chorobie to samo np. Widzi, że szyby są trochę brudne, dla mnie to trochę, dla mojej mamy bardzo brudne i zaczyna myć, tak jest z pedantami, buziaki.

    ReplyDelete